Questo sito utilizza cookie per le proprie funzionalità e per mostrare servizi in linea con le tue preferenze. Continuando a navigare si considera accettato il loro utilizzo. Per non vedere più questo messaggio clicca sulla X.
Messaggi don Orione
thumb
Autore: Antonio Lanza - Flavio Peloso

Ks. Orione przy wielu okazjach okazywał swoją miłość do Polski: „Naród, który zawsze bardzo kochałem”.

ŚLADAMI SZCZEGÓLNEJ MIŁOŚCI

 

Ks. Orione przy wielu okazjach okazywał swoją miłość do Polski: „Naród, który zawsze bardzo kochałem” (1). „Polska, naród bardzo ukochany w Kościele i bardzo drogi mojemu sercu!” (2). „Zawsze miałem szczególną sympatię dla Polski” (3). „Miałem zawsze wielką miłość do Polski” (4). „Bardzo kocham Polaków. Kochałem ich od dziecka, zawsze ich kochałem!” (5). „W tej samej szkole Ks. Bosko nauczyłem się kochać Polskę, zaczerpnąłem wielką miłość do niej. I kiedy ręka Boża, po pierwszym polskim kleryku, przyprowadziła mi innych polskich kleryków, doświadczyłem, że moje serce jeszcze bardziej się rozszerzało, powiększało, i zawsze w duchu świętości czułem się ojcem tych wszystkich, którzy przybywali z Polski” (6).


ŚLADAMI SZCZEGÓLNEJ MIŁOŚCI

Owa miłość wyrosła w sferze uczuciowej, kiedy to młodzieńcowi z Oratorium ks. Bosko, została przedstawiona postać pewnego nieszczęśliwego polskiego generała, który przybył, by walczyć o niepodległość Włoch. „Kiedy przebywałem w oratorium ks. Bosko w Turynie, pokazywano nam podczas przechadzek okno mieszkania pewnego polskiego generała, który miał tu przybyć, by wylewać krew za Italię. Zawsze ilekroć przechodziłem obok tego pałacu, wznosiłem oczy ku owemu oknu, a serce do Boga i modliłem się za tego, który ofiarował swe życie za Włochy” (7).
Ze sfery sentymentalnej, miłość przeszła na krytyczny osąd, kiedy to, studiując historię kościelną, pojął rolę Polski jako twierdzy chrześcijaństwa i katolickości przeciwko inwazji tureckiej i przemocy rosyjskiej inwazyjności Kościoła grecko-prawosławnego. „Polska była zawsze wierna Kościołowi i w przeróżnych okresach historii broniła Europy także przeciwko tym, którzy chcieli przkształcić Kościół Św. Piotra w stajnię dla koni” (8). „Wielki król Polski, Jan III Sobieski, obronił pod Wiedniem chrześcijaństwo i Europę od hord tureckich” (9).

Czynnikiem, który zwiększył powody podziwu i szacunku dla Polski, było to, iż ów Naród miał, jako swoją charakterystykę, dwie wielkie miłości, które także posiadał K. Orione: nabożeństwo do Matki Bożej i wierność Papieżowi. „Polska to ziemia poświęcona Matce Bożej, tak bardzo czczonej w sanktuarium w Częstochowie” (10). Mawiał, że myśląc o Polakach, jego myśl biegła do „Matki Najświętszej, tak bardzo czczonej i poważanej przez polski lud” (11). Następnie odnośnie wierności Papieżowi, zauważał iż: „Lud polski zawsze wyróżnia się pośród innych narodów katolickich swoją miłością i przywiązaniem do Stolicy Apostolskiej, do Kościoła i jego widzialnej Głowy na ziemi, Papieża” (12).


PIERWSZE SPOTKANIA I POCZĄTKI

Wzruszającym więc momentem było, kiedy Opatrzność Boża przyprowadziła mu pierwszego polskiego kleryka: „Kiedy pewien kapłan o imieniu Józef (Hazbiewicz), którego wiele lat temu spotkałem w Rzymie - a który przebywał w Zgromadzeniu Księży Zmartwychwstańców, chociaż nie był Zmartwychwstańcem, przyprowadził do mnie i przedstawił polskiego kleryka (Marcina Bąka), to objąłem go i przycisnąłem do serca tak, jakbym obejmował i przyciskał całą Polskę” (13). W entuzjastyczny sposób przedstawił go ks. Gapspare Goggi, ówczesnemu dyrektorowi w Sanremo: „Obłóczyłem go (na kleryka) dokładnie dziś (15 maja 1904 r.), to święty. Jest polskiej narodowości, ma 42 lata, studiował prawo na Uniwersytecie Krakowskim. Mówi dobrze po łacinie; zna dobrze niemiecki i polski, trochę francuskiego; prawie wcale włoskiego, ale rozumie. Jest pierwszym klerykiem, którego obłóczyłem po zatwierdzeniu Zgromadzenia (...). Mam nadzieję, że zostanie wielkim świętym (...). Za dwa lata, mam taką nadzieję, będzie mógł zostać księdzem” (14).
Ojciec Hazbiewicz skierował do Ks. Orione także Roberta Shulza (Szulczewskiego) oraz Aleksandra Chwiłowicza. W 1906 r. został przyjęty Franciszek Ligenza, już jako kleryk. Po wyświęceniu na kapłanów Bąka, Szulczewskiego i Ligenzy, Ks. Orione myślał o możliwości rozbicia namiotu Zgromadzenia w Polsce.
Po wyborze (27 listopada 1911) na arcybiskup Krakowa, ks. Abp Adama Sapiehy, którego Ks. Orione poznał, gdy tamten był urzędnikiem w Kurii Watykańskiej, skorzystał ze sposobności, by przedstawić mu ks. Marcina Bąka (który wyjeżdżał do Polski, by odwiedzić rodziców staruszków) i aby powiadomić ks. Arcybiskupa, że ma jeszcze dwóch innych kapłanów Polaków, Szulczewskiego i Ligenza, i dodał: „Otrzymałem również kilka podań od młodych z tamtych ziem. On (Bąk) jedzie także po to, by przyjrzeć się powołaniu wielu chętnych, którzy pragną być przyjęci do naszego pokornego Zgromadzenia. Jedzie on, by porozmawiać z nimi, przyjrzeć się i złożyć relację... „(15).Zapiski kończą się na tym, pomimo że nie ma jakiegoś otwartego skierowania prośby o pozwolenie na przyjęcie Zgromadzenia do diecezji; jednakże istnieją inne wzmianki z korespondencji z bp. Sapiehą (16). Można przypuszczać, że Ks. Orione, opierając się także na „znajomości rzymskiej” z Arcybiskupem, myślał właśnie o możliwości otwarcia Domu w tejże archidiecezji.
Ale przyszła pierwsza wojna światowa. Ks. Bąk, ks. Ligenza i ks. Szulczewski powracają do ojczyzny i pierwsi dwaj nie dają już więcej znaku życia o sobie, i w taki sposób zabrakło materii pierwszej – personelu – by myśleć o otwarciu działalności w Polsce. Po wojnie wstępują do Zgromadzenia, w 1915 r., ks. Ludwik Szczygieł, już kapłan, ale pozostaje jako agregowany i, w 1916 r., kl. Stanisław Basketz, który z Moffa wyjechał do Brazylii(17), gdzie wszelkie ślady po nim zaginął.
Można było wrócić do projektu otwarcia Domu w Polsce dzięki ks. Aleksandrowi Chwiłowiczowi, który powróciwszy do Zgromadzenia po kilku latach spędzonych u Werbistów, w lipcu 1921 r., w wieku 41 lat, został wyświęcony na kapłana. Dwa lata później, w styczniu 1923 r., Ks. Orione wysłał go do Polski wraz z następującą rekomendacją: „Jest upoważniony do udania się do Polski, na okres jednego roku, w celu szybkiego załatwienia spraw naszego Zgromadzenia. Proszę, by zechciano mu ułatwić wszystko, co jest możliwe” (18).
Po różnych usiłowaniach, ks. Chwiłowicz znalazł przychylność u biskupa włocławskiego, bpa Zdzitowieckiego, który zamierzał powierzyć Zgromadzeniu parafię w Zduńskiej Woli, w owym czasie zarządzaną przez ks. Ligenza. Tenże odradził biskupowi powierzania parafii, wskazując na brak przygotowania ks. Aleksandra do wypełnienia takiego urzędu. Biskup więc obiecał dać parafię, kiedy dotrą z Włoch pozostali współbracia, lepiej nadający się na ten urząd. Jednakże po różnych przeciwnościach, 29 stycznia 1924 r., udzielił Małemu Dziełu pozwolenia na budowę Domu dla prowadzenia swojej działalności duszpasterskiej (19).
Miesiąc później, 28 lutego, Ks. Orione pisał, iż jak najszybciej dotrą z pomocą ks. Robert i ks. Ludwik, i że ma nadzieję posłać latem, także ks. Błażeja Marabotto (20). Tymczasem ks. Aleksander rozpoczął działalność, interesując się natychmiast tym, by mieć powołania. Napotykając na pewne rozczarowania, ponieważ nie wszyscy postulanci zostawali, Ks. Orione podtrzymywał go na duchu, pocieszając: „Modlę się do Najświętszej Panienki za tych synów, każdego dnia podczas Mszy św.; i ufam, że również inni, którzy odeszli, przynajmniej niektórzy, powrócą. Wiadomo, że początki są zawsze trudne, ale trzeba się modlić oraz pozostać pokorni i wierni świętemu powołaniu” (21).
Ks. Aleksander był przejęty także tym, jaką nazwę nadać zarówno postulantom, jak i członkom Zgromadzenia, i ustalił: „Orionianie” lub „Orioniści”. Ks. Orione dowiedział się o tym od biskupa włocławskiego, napotkanego w Rzymie (22), i ta wiadomość sprawiła mu przykrość. Dotknięty w swojej pokorze, napisał bezpośrednio do ks. Marabotto, który dotarł przed kilkoma dniami do Polski: „Dowiedziałem się od samego (bpa Zdzitowieckiego), że wy nie nazywacie siebie w Polsce Synami Boskiej Opatrzności, lecz jesteście nazywani innym imieniem, dla mnie wielce poniżającym. Chcę i nakazuję, byście nazywali się Synami Boskiej Opatrzności, i w żadnym wypadku innym imieniem, w przeciwnym razie zmusicie mnie – choć z wielkim – do poczynienia drastycznych kroków. Doskonale rozumiem, iż nie ponosisz żadnej winy za to. To pochodzi od samego ks. Biskupa, który przyjął z bolesnym zaskoczeniem, że wy nazywacie siebie Orionami. Co niech nigdy nie będzie miało miejsca” (23).


POLSCY KLERYCY W TORTONIE

Zważywszy na ograniczoną ilość personelu i nie zawsze mającą odpowiednie predyspozycje do nauczania, jawił się problem formacji zakonników. Posiadać powołania było czymś relatywnie łatwym, ale było także łatwo zauważyć, jak odchodzą. Ks. Orione pamiętał, że jeszcze za życia ks. Bosko, „z Polski przyjeżdżały tłumy by zostać salezjanami”, ale później, „z 750 zostało 22” (24). Jeszcze bardziej delikatnym był problem autentycznego odczytania ducha Zgromadzenia przez zakonników pochodzących z Kraju, który miał silnie zakorzenione tradycje, ale pod pewnymi aspektami różne od włoskich. Nowym ostrzeżeniem było to, co miało miejsce u Salezjan, gdzie ks. Bronisław Markiewicz, wyjechał z Włoch, by przeszczepić Instytut Ks. Bosko do Polski, i skończyło się, z powodu różnych nieporozumień, oddzieleniem od zgromadzenia salezjańskiego, by utworzyć własne (25).
W rzeczywistości, o czym był również przekonany ks. Chwiłowicz, nie było prawdą, że „pomiędzy Polakami i Włochami była wielka różnica psychologiczna, która by uniemożliwiała skuteczną współpracę” , a ponadto, polscy klerycy mogliby zaoobsorbować ducha oriońskiego także bez wyjeżdżania ze swojej ojczyzny; jednakże „dla bardziej kompletnej formacji, dla pełniejszej znajomości ducha Zgromadzenia, czerpiąc z źródła, i dla kontynuacji studiów” (26), uważano za owocny przyjazd do Włoch dla uzupełnienia formacji, przynajmniej do czasu, kiedy nie będzie stałej ekipy formacyjnej w Polsce dla wszystkich członków Zgromadzenia.
Autentyczna i szczera interpretacja charyzmatu była więc powodem fundamentalnym, co zresztą czyniły inne Zgromadzenia zakonne w Polsce – np. kamilianie i klerycy ze Zgromadzenia Ducha Świętego (27) - który zalecał wysyłać młodych studentów do kończenia formacji zakonnej w Kraju pochodzenia Założyciela.
Tak więc, pierwsza grupa polskich kleryków: Nowicki Józef, Szczotkarz Stefan, Szyca Jóżef i Zebrala Józef, wyjechała do Włoch już w 1925 r., rok później po otwarciu pierwszego domu w Polsce. Nie mamy szczegółów odnośnie ich podróży i w jakich instytutach się zatrzymywali: Wnioskujemy to z tego faktu, że dwa lata później, organizując drugę spedycję, Ks. Orione pisał do ks. Marabotto: „Gorąco ci polecam dobrze upewnić się o powołanie i dobrego ducha u kleryków, których mi chcesz powierzyć, ponieważ spośród czterech, którzy już przybyli, z dwóch (Nowickiego i Szczotkarza) jestem bardzo zadowolony i pewny, ale o dwóch pozostałych jestem zaniepokojony, tak iż w sumieniu nie poczuwam się do udzielenia im świętych święceń (...). Wykazują tylko chęć studiowania, by dojść do kapłaństwa, ale nie mają żadnego zaangażowania ani woli, by być synami Zgromadzenia” (28). Faktycznie, doszedł do kapłaństwa z tej grupy i przez jakiś czas się zatrzymał w Zgromadzeniu – przez kilka lat – tylko ks. Nowicki.
Ks. Marabotto przybył do Polski we wrześniu 1925 roku, przywożąc pierwszy list okólny Ks. Orione do „Najdroższych Kapłanów, Kleryków i Aspirantów Zgromadzenia Synów Boskiej Opatrzności, którzy są w Polsce” , w którym to – poza wezwaniem do praktykowania różnych cnót właściwych życiu zakonnemu – ukazywał swoje przywiązanie do nich i pragnienie jak najszybszego ich odwiedzenia: „Za każdym razem gdy myślę o was – a myślę codziennie – o drodzy moi synowie, dusza moje wypełnia się świętymi uczuciami i najsłodszymi i drogimi nadziejami. Aby Boża Opatrzność czuwała po matczynemu nad wami i to zawsze, i podtrzymuje was wszystkich w świętych postanowieniach, stali i wytrwali w waszym powołaniu zakonnym... (...).
Przyspieszę z żywym pragnieniem jutrzenkę owego dnia, kiedy będę mógł przybyć, aby was zobaczyć i objąć w Panu to miejsce, w waszej drogiej Polsce. Mam nadzieję, że to będzie możliwe w na przyszła wiosnę, ale cała ta moja nadzieja jest w Panu i w skuteczności waszej modlitwy. Módlcie się więc także i oto.
A teraz wam błogosławię z całego ojcowskiego serca w Jezusie Chrystusie, o drogie nadzieje Zgromadzenia Boskiej Opatzrności w Polsce. Niech owo ojcowskie błogosławieństwo zjednoczy jeszcze bardziej nasze serca w miłości braterskiej, w jedności ze wszystkimi braćmi rozproszonymi już po wielu odległych zakątkach (...). Ściskam was duchowo, każdego z osobna w Panu, i powierzam was w ręce naszej Najświętszej Matki, Dziewicy Maryi, Matki Bożej”
(29).

Druga grupa, pod opieką ks. Marabotto, wyjechała w sierpniu 1927 roku. Składała się z następujących osób: Andryka Piotr, Gąsiorowski Franciszek, Brzezik Ignacy, Demrych Henryk, Florczak Zygmunt, Gałązka Ewaryst, Pękała Julian, Rakoczy Mieczysław, Szymkus Marian i Zawada Piotr. Ks. Orione, nie mogąc osobiście wyjechać na ich spotkanie, pisze piękny list, który wysłał na ich przyjazd do Wenecji:
„Do ks. Marabotto oraz najdroższych Polaków, Pokój Jezusa Chrystusa niech będzie z tobą i ze wszystkimi tymi synami przybyłymi z Polski, narodu tak bardzo ukochanego przez Kościół i wielce drogiego memu sercu!
Przykro mi, że nie mogłem osobiście przybyć, ponieważ jutro muszę niezwłocznie wyjechać do Rzymu. Przesyłam pozdrowienia każdemu oraz święte błogosławieństwo wszystkim, jak naszersze i jak najbardziej ojcowskie. Niech Bóg błogosławi wasze kroki i przybycie do Włoch, gdzie znajdziecie serca doprawdy braterskie.
Odpocznijcie w Wenecji; odwiedźcie pobożnie Patriarchę, miasto i dom na wybrzeżu. Jedźcie do Mestre i do Villa Soranzo; później jedźcie zwiedzić dom w Padwie, SS. Giustina. Z Padwy udajecie się do Villa Moffa, bezpośrednio wsiadając w linię kolejową Mediolan-Turyn (...). W Mediolanie zwidźcie przynajmniej Katedrę i jeśli będziecie mogli, kościół św. Ambrożego. W Turynie w miarę możliwości nawiedźcie Matkę Bożą Pocieszenia, Kottolengo, Maryję Wspomożycielkę, pokój ks. Bosko, Valsalice, kaplicę Świętego Całunu.
Ja zobaczę się z wami 14 albo 15 b.m., w uroczystość Wniebowzięcia, w Villa Moffa. Obejmuję po ojcowsku każdego kleryka. Modlę się za was. Składam was w dłonie Matki Bożej. Wasz oddany w Jezusie Chrystusie, ks. Alojzy Orione od O. B.”
(30).

Trzecia grupa wyjechała w 1928 r., kiedy ks. Chwiłowicz został wezwany do Włoch, by później natychmiast wyjechać do Stanów Zjednoczonych. „Jest moim żywym pragnieniem, drogi ks. Aleksandrze – pisze do niego Ks. Orione – byście przyjechali do Włoch i byście, przy tej okazji, towarzyszyli klerykom i siotrom, które mają tu przyjechać” (31).
Grupa składała się znastępujących osób: Ciąpała Jan, Michalski Włodzimierz, Zembrzuski Stanisław, Sujecki Piotr i Tomza Edward, dochodząc w ten sposób do liczby 19 wszystkich kleryków przybyłych do Włoch, owoc pięcioletniej pracy ks. Aleksandra w Polsce. Dwunastu z nich doszło do kapłaństwa, ale tylko trzech (Florczak, Michalski i Szymkus) zakończyli swoje życie w Zgromadzeniu.
Bardziej pocieszająca była wytrwałość w pięciu grupach, które dotarły do Włoch w następnych latach, przed erekcją Wiceprowincji (25 listopada 1936 r.) i powrotem ks. Marabotto do Włoch (8 sierpień 1937):
1929: Burzyński Józef, Kasprzyk Walenty, Kusz Józef, Skoczek Władysław i Wawrowski Władysław.
1931: Balcerek Jan – DRZEWIECKI FRANCISZEK – Fijałkowski Leon – Misa Paweł – Podgórski Franciszek – Prochot Stanisław – Ratajek Józef – Sigmund Jan.
1934: Andrysiewicz Wincenty – Halupczak Józef – Iwertowski Jan – Król Kazimierz – Staniucha Jan – Wieczorek Józef.
1935: Kalinowski Stanisław – Miś Antoni – Pietruszka Stanisław – Wierciszewski Aleksander.
1936: Lenica Witold – Mularczyk Edward – Szal Antoni – Zarzyka Andrzej.
Z tych 27 kleryków tylko pięciu nie doszło do kapłaństwa – 3 opuściło Zgromadzenie, a 2 zmarło w trakcie studiów; spośród 22 kapłanów, aż 18 poświęciło swoje życie angażując się w różnorakie działalności Małego Dzieła.

Wizytacja kanoniczna opata Caronti w Polsce i późniejsze wydarzenia, nie pozwoliły na wysłanie kleryków do Włoch w 1937 r. Wizytator jednakże wyjawił pragnienie, by zostały podjęte ponownie wyjazdy i takie Przełożony Wiceprowincjalny, ks. Józef Nowicki, zorganizował dwa w 1938 r.

W miesiącu lutym wyjechało 13 kleryków: Baraszkiewicz Jan – Baraszkiewicz Kazimierz – Dąbrowski Bronisław – Dąbrowski Edmund – Józefiak Józef – Kałużny Wincenty – Kołaciński Józef – Kowalczyk Henryk – Lewicki Jerzy – Olszewski Telesfor – Piłatowicz Kazimierz – Pokładek Kazimierz i Rachota Czesław.
Za nimi podążyło, w miesiącu sierpniu, dalszych 4: Antoniewicz Stanisław – Jankowski Antoni – Leśniak Feliks i Pawlik Wacław. Ośmiu z tych kleryków nie było jeszcze profesami i przybywali do Włoch także, by uzupełnić lub zrobić nowicjat, który opat Caronti zamknął w Polsce (32).
To byli ostatni klerycy przybyli, w grupie, do Włoch, by odbyć nowicjat lub uzupełnić studia. We wrześniu następnego roku (1939) wybuchła II wojna światowa. Polska została napadnięta przez Niemcy i Rosję i granice zostały zamknięte. Ostatni przybyli klerycy pozostali... „wygnańcami” we Włoszech.

Zostawić Ojczyznę i udać się do Kraju, którego nie zna się języka i zwyczajów było bezwątpienia wielkim poświęceniem dla tych naszych pierwszych polskich Współbraci. Wszystko okazywało się dla nich trudne, poczynając od od szkoły: było trudno zrozumieć po włosku wykładane przedmioty i jeszcze trudniej było się wysłowić, gdy już się coś z trudem zrozumiało. Także dla Ks. Orione sytuacja stała się ciężka. Wiedział, że niektórzy członkowie Seminarium w Tortonie, gdzie posłał Polaków do szkoły, żywili już pewną niechęć wobec Zgromadzenia. Teraz dochodziła krytyka i narzekanie, że „Polacy – mówili tamci – mają ołów w ....” , a jeden nauczyciel wszedł, by zrobić „scenę , która wydawała mi się represjonowaniem” – komentował Ks. Orione, który, Sekretarzowi biskupiemu, wysłanemu, by porozmawiać na ten temat, powiedział: „Jeśli Biskup tego pragnie, jestem gotów zabrać Polaków. Mamy możliwość otwarcia szkół z teologią. Wezwiemy profesorów, by nauczali” (33).
Sytuacja później się unormowała. Dwóch czy trzech kleryków, którzy znaleźli się w wyjątkowej sytuacji, Ks. Orione zatrzymał w Paterno i kazał ich przygotować do kapłaństwa prywatnie, ale jednocześnie uskutecznił jedną ze swoich zemst, pokazując, że polscy klerycy byli w stanie uczęszczać do Uczelni kościelnych, które nie miały czego pozazdrościć Seminarium w Tortonie. W ciągu kilku lat, posłał:
dwóch (Króla i Misia) na Uniwersytet Gregoriański,
trzech (Brzezika, Gałązkę i Gąsiorowskiego) na Uniwersytet Laterański,
jednego (Andrysiewicza) na Papieski Wydział Antonianum,
dwóch (Podgórskiego i Prochota) do Instytutu Teologicznego Brignole Sale w Genui i wszyscy z wyróżnieniem zasłużyli na swoje magisteria i licencjaty.

Operacja „przyjazd polskich kleryków do Włoch” miała więc swoją cenę, ale opłacało się w pełni ją ponieść. Korzyścią było ukończenie formacji zakonnej, rzec można, pod okiem Założyciela i bezpośrednia znajomość wielkoduszności jego serca w stosunku do polskiego Narodu.
To szlachetne uczucie, zawsze w Nim żywe, jeszcze bardziej się ujawniło szczególnie pod koniec 1939 r., po pierwszych śladach działań wojennych, które pustoszyły Europę.


1 WRZSIEŃ 1939 R.

Jest to data, którą każdy Polak zna dobrze; data, która zaznaczyła historię świata. 1 września 1939 roku oddziały niemieckie wymierzyły miażdżacy atak wojskowy, najeżdżając i okupując ziemie polskie. My poprzestaniemy na przytoczeniu ogólnych elemntów historycznych związanych z tym wydarzeniem, ale jest to pożyteczne, by zobaczyć, jak to było postrzegane z Tortony.
W TORTONIE, w Domu Boskiej Opatrzności, Założyciel Ks. Orione, jego klerycy oraz kapłani przeżyli to wydarzenie ze szczególnym lękiem i wzruszeniem.
31 sierpnia, wieczorem, Ks. Orione zalecił, by przez cała noc była na zmianę „adoracja eucharystyczna, by wypraszać pokój. Chciałbym, by jako pierwsi podjęli swój dyżur polscy klerycy ... I wy, tej nocy, podczas adoracji pragnę, abyście modlili się o pokój ale także za Polskę i za naszych braci Polaków. I jeśly wy z Polski, którzy tu jesteście, będziecie musieli z powodu tych wydarzeń, opuścić te nasze Włochy, powiadomcie braci w Polsce, że dużo modlimy się za was i cierpimy z tego powodu, że zastajemy was w takich okolicznościach. Ma się rozumieć, że będziemy się modlić także za Włochy, będziemy modlić się za wszystkich. Pragnę, by proszono Pana, by miał miłosierdzie nad światem, nie patrząc na winy i grzechy, ale by miał litość nad ludzkością, którą On poprzez swoją boską Krew miłosiernie zbawił. Upraszajcie pośrednictwa Matki Najświętszej, Królowej Pokoju, by zażegnała nieszczęścia wojny dla ludzkości” (34).
Faktycznie, przez całą tę noc, w Paterno, w Tortonie czuwano i modlono się o pokój, w szczególności dla Polski. Następnego ranka, 1 września, dokładnie kiedy chowano Najświętszy Sakrament, o 5.45, rozpoczął się konflikt niemiecko-polski.

„Dziś, drodzy synowie, usłyszeliśmy straszną wiadomość! Wybuchła nowa wojna” . Ks. Orione, przybity, komentował profetycznie swoim współbraciom: „Nie łudźmy się, że ona może zatrzymać się na dwóch narodach, które teraz ze sobą walczą. Nienawiść nie zatrzyma się; Pan jest tym , który może ją zatrzymać i ograniczyć. Ludzie nie posłuchali żadnego z apeli innych narodów i nie posłuchali nawet słów Wikariusza Jezusa, który wzywał do pokoju i mówił, że wraz z pokojem wszystko się ocali, a poprzez wojnę wszystko się traci. Ci ludzie, czego można się obawiać, nie zatrzymają się. Otwiera się kurtyna tragedii, której rozmiarów nie możemy przewidzieć. Co będzie jutro ze światem? z Włochami? ze Zgromadzeniem i z nami?... Żyjmy wiarą i wierzmy, że nad wszystkimi i ponad wszystkim jest Pan, który kieruje ludami i podtrzymuje narody, szczególnie w czasie najbardziej wzburzonej ich historii. Jednakże, naprawdę są liczne powody do obawy, że także nasze Włochy znajdą się uwikłane w tę tragedię” (35).
Polscy klerycy zostali wezwani pod broń i musieli wyjechać w wielkim pośpiechu do Polski. Wyjazd z Tortony szybko został wyznaczony na 4 września. Rankiem 3 września Ks. Orione wezwał wszystkich: kleryków, współbraci, siostry i wiernych na celbrację Mszy św. w Sanktuarium Matki Bożej Czuwającej w Tortonie, na godz. 10.00. Na koniec, jeszcze zwrócił się w krótkich słowach miłosnych, tchnące wiarą, do polskich synów. I zakończył następująco: „Kazałem rozłożyć waszą flagę na ołtarzu: przechodźcie i całujcie ją. Niech ten pocałunek będzie jakby pocałunkiem Boga dla waszej Ojczyzny, niech będzie obietnicą i przysięgą, że wypełnicie wasz obowiązek synów Kościoła i poddanych wiernych waszej ziemi” (36).
Wszyscy polscy klerycy przeszli całując symbol ich ojczyzny. Dla wszystkich była to chwila bardzo wzruszająca. W Sanktuarium rozbrzmiewało Ecce quam bonum... (37) Ks. Orione, powie to później, iż podczas przemówienia musiał z całych sił powstrzymywać się, by nie płakać. Wieczorem, tego samego 3 września, w wigilię wyjazdu kleryków do Polski, zwrócił się Ks. Orione jeszcze raz w rzewnym przemówieniu:
„Chciałbym przede wszystkim tego, byście dobrze wbili sobie do głowy, wyjeżdżając stąd: tu zostawiacie swoich Przełożonych, którzy was bardzo kochają oraz Zgromadzenie - waszą matkę, wasz dom, waszą rodzinę. Pamiętajcie, by być jemu wiernymi i korespondować z nim z głębokim przywiązaniem i z wdzięcznością prawdziwych synów. Zgromadzenie jest dla was matką i czuje, wobec was, głębokie współczucie i przywiązanie. Ono jest waszą matką; i tu mieszka wasz ojciec, który nie wie jak się od was oddzielić słowami i otuchą. Jako wasz ojciec w Chrystusie, kocham was nie mniej jak każdego waszego rodaka, bardziej niż kogokolwiek innego. Moje serce drży o was, o moi drodzy synowie, w tych okropnych chwilach i płaczę wraz z wami... Ale w górę seca, odwagi, duchem mocnym zniesiemy te wydarzenia... Powracając do swoje Ojczyzny, powiedzcie to innym, że lud włoski was kocha, i ja jestem przekazicielem tego, ja, który chciałem, by wasza flaga została rozpostarta na Ołtarzu Pańskim. Jedna wiara, jedna miłość jednoczy obywa narody” (38).
Dzień później, 4 września, na stację kolejową w Tortonie przyszli Ks. Orione i inni przełożeni, liczni współbracia i klerycy (39). Uściski, łzy. Ks. Orione ma jeszcze jedno słowo i błogosławieństwo dla każdego. Wymachiwanie chusteczkami, obietnice pamięci i modlitwy, nadzieje i obawy na przyszłość... zobaczymy się!

Tego samego ranka, w dzień wyjazdu z Tortony, Ks. Orione zatelegrafował do Warszawy, by zawiadomić o wyjeździe i później napisał do Nuncjusza, że jego zakonnicy zatrzymali się w Wenecji, w oczekiwaniu na „przepustki” (40). „Wczoraj wyjechało z Tortony dziewiętnastu Polaków, zarówno spośród kapłanów jak i kleryków, w kierunku ich Ojczyzny. Polecam ich u waszych stóp i w wasze ręce, Czcigodna Ekscelencjo, ale jak w ręce i do stóp Kościoła świętego. Powrócą ożywieni dobrym duchem służenia w pokorze i wierności bez granic, oddani dla sprawy wiary i ich Ojczyzny” (41).

Ks. Orione w tych dniach, w Tortonie, nie myślał, nie mówił o niczym innym, tylko o tym: co będzie z tych naszych synów? I pisze do nich, wciąż, mając nadzieję, że jego słowo pociechy dotrze w jakiś sposób do nich. 9 września pisze: „W dzień waszego wyjazdu odczułem tak dotkliwy ból, że na parę godzin musiałem położyć się do łóżka. (Ks. Orione już chorował ciężko na serce i umarł 12 marca następnego roku). Kazałem przynieść do mojego pokoju polską flagę. Znajduje się ona dotąd i zostanie rozwieszona na ścianie. Tutaj mówimy i myślimy o Was, modlimy się za Was, o moi drodzy synowie, modlimy się również za wasz naród.... Nie upadajcie na duchu, bo Polska na pewno zmartwychwstanie! Módlcie się z wiarą, z całkowitym zaufaniem zdajcie się na Opatrzność Bożą i na Matkę Boską Częstochowską” (42).

Niestety polscy Współbracia zostali zatrzymani na granicy. Po nieudanych próbach, musieli powrócić do Tortony.

18 września Ks. Orione wyraził swoje ubolewanie i, jednocześnie, swoją ufność w Opatrzność Bożą odnośnie tego, co się wydarzyło: „Pan tak rozporządził, że ci nie mogli przekroczyć granicy. Widać, że `Bóg widzi i Bóg kieruje` i zechciał, by ci, zamiast pośród tego kataklizmu, byli pośród nas, jak w rodzinie, w naszej Italii. (...) Bracia Polacy, którzy są pośród nas, niech odprawiają codziennie specjalne nabożeństwo i modlą się za swoją Ojczyznę, za swoich braci, siostry i ich rodziny” (43).

Polską flagę, która przez kilka dni pozostawała w sanktuarium Matki Bożej Czuwającej, Ks. Orione później chciał mieć w swoim pokoju (44). I tłumaczył: „Zawiesiłem na ścianie mojego polską flagę. Chicaż tam (w Polsce) flaga polska będzie opuszczona, w naszych Domach chcę, aby była zawsze” (45). Faktycznie, dla Polski, nastąpiły lata okupacji wojskowej i prześladowania religijnego (46).


FLAGA NA PAMIĄTKĘ

Biało-czerwony sztandar pozostał tam, w pokoiku Ks. Orione, by mu towarzyszyć podczas ostatniej choroby. Miał go przed oczami i w sercu także wtedy, na ostatnim „słówku na dobranoc”, kiedy chciał powtórzyć wyrażenia, które tyle razy padały z jego ust: „Jeszcze nigdy tak nie czułem miłości do Polaków, jak to odczuwam teraz; jeszcze tak bardzo nie czułem bólu, jak w tych dniach, kiedy biedna Polska została po barbarzyńsku zaatakowana” (47), zostawiając, jako testament w tym względzie, serdeczny, ojcowski bodziec i pamiątkę: „I wy, o drodzy klerycy włoscy, zapamiętajcie te słowa i kochajcie Polaków. Kochajcie zawsze tych waszych braci!” (48).



N O T E

--------------------------------

1. 15 maj 1904 (Scritti 33, 31).

2. 6 sierpieñ 1927 (Scritti 32, 55).

3. 8 grudzieñ 1929 (Parola II, 143).

4. 23 kwiecieñ 1939 (Parola X, 155).

5. 8 marzec 1940 (Parola XII, 134).

6. Parola X, 156.

7. Parola XII, 134. Wydaje siê, ¿e aluzja odnosi siê do genara³a Wojciecha Chrzanowskiego (+1861), dowódcy stoj¹cego na czele wojska piemotoñskiego w niefortunnej bitwie pod Nowar¹.

8. Parola XI, 131.

9. Parola X, 155.

10. Tam¿e, 143.

11. Parola X, 156.

12. Parola X, 156.

13. Tam¿e, 155.

14. List z 15 maja 1904 r. (Scritti, 33, 31).

15. Scritti, 67, 146.

16. Por., Scritti, 89, 146.

17. Por. Scritti, 32, 147-149.

18. List z 29 stycznia 1923 r. (Scritti, 53, 127).

19. Majdak Boles³aw, Storia della Congregazione dei Sacerdoti di Don Orione in Polonia, praca doktorska, Rrzym 1985, s. 33nn.

20. Scritti, 32, 119.

21. Tam¿e, 119.

22. Przy tej okazji, zaproszony przez bpa Zdzitowieckiego do odwiedzenia Polski, Ks. Orione odpowiedzia³, ¿e pojecha³by za rok, w marcu (por. Scritti, 32, 49); ale póŸniej nie móg³ pojechaæ.

23. List z 18 paŸdzierniak 1925 r. (Scritti, 32, 49).

24. Spotkania, str. 93.

25. Majdak B., dz. Cyt., str. 26, przypis 32.

26. Tam¿e, str. 25 i 54.

27. Tam¿e, str. 54, przypis 216.

28. List z 24 czerwca 1927 (Scritti, 32, 53).

29. List z 20 wrzeœnia 1925 roku (Scritti, 52, 107nn.). Po tym liœcie Ks. Orione wys³a³ dalszych szeœæ listów okólnych skierowanych wy³¹cznie do Wspó³braci – Polaków.

30. List z 6 sierpnia 1927 r. (Scritti, 32, 55).

31. List z 24 wrzeœnia 1928 r. (Scritti, 32, 125).

32. Por. Parola XI, 110.

33. Riunioni, str. 93.

34. Parola XI, 107-108.

35. Parola XI, 108b. £atwo sobie wyobraziæ udrêkê Ks. Orione, który widzia³ swoich synów uwik³anych w tragediê wojny, synów Ojczyzn po przeciwnych stronach frontu.

36. Parola XI, 115-117.

37. Por. La Piccola Opera della Divina Provvidenza, wrzesieñ 1939, str. 11.

38. Parola XI, Œwiadek, który zapisa³ to przemówienie Ks. Orione, umieœci³ uwagê na marginesie: „na koniec wszyscy byli widocznie wzruszeni; wielu p³aka³o. Czuliœmy, ¿e stajemy wobec ojca, który przemawia³ po raz ostatni do swoich synów. Czuliœmy, jak dr¿y w nim serce przepe³nione œwiêt¹ mi³oœci¹ do nich i do ich ojczyzny”.

39. Ks. Orione pomyœla³, ¿eby ten fakt by³ znakiem publicznym braterskoœci miêdzy tymi dwoma narodami: „Jutro wyjedziecie. Odprowadzimy was na stacjê z orkiestr¹. Jeden z polskich kleryków poniesie polsk¹ flagê; a jeden z kleryków w³oskich, flagê w³osk¹” .

40. Por. Scritti 78, 176.

41. Scritti 78, str. 180-182.

42. Listy ks. Orione, str. 436-437.

43. Parola XI, 130 nn.

44. Znakiem mi³oœci i obawy Zgromadzenia Ks. Orione o Polskê jest fakt, i¿ jego czasopismo „Ma³e Dzie³o Boskiej Opatrznoœci” opublikowa³o uwypukla¹c bardzo „Ojcowskie przemówienie Ojca œwiêtego Piusa XII do udrêczonych synów wiernej Polski”. Ojcowskoœæ Papie¿a odzwierciedla³o siê w tym, co Ks. Orione sam stwierdza³, i¿ „wszyscy synowie Koœcio³a s¹ w swoim domu, kiedy s¹ skupieni wokó³ ich wspólnego Ojca: wszyscy maj¹ swoje miejsce w jego sercu”. Przebiegaj¹c koleje losu „co jakiœ czas tragiczne i chwalebne” narodu polskiego, Pius XII zauwa¿a, ¿e ów naród „móg³ straciæ na jakiœ czas, mniej wiêcej na d³u¿szy, swoje terytorium, swoje dziedzictwo, swoj¹ niepodleg³oœæ, ale nigdy swojej Wiary. Nie straci³ nigdy swojej czu³ej pobo¿noœci do Najœwiêtszej Dziewicy” ; w: Ma³e Dzie³o Boskiej Opatrznoœci, 1939, nr 10, str. 2-5.

45. S³ówko na dobranoc z dnia 18.09.1939, Parola XI, 131. Polska flaga pozosta³a do dziœ rozwieszona na œcianie pokoju Ks. Orione. To o niej wspomnia³ Jan Pawe³ II, Polak, w dniu beatyfikacji Ks. Orione.

46. Zgromadzenie orioñskie zap³aci³o swój kontrybut cierpienia i krwi podczas przeœladowania nazistowskiego (1939-1945). Ks. Franciszek Drzewiecki, zamordowany w obozie w Dachau, zosta³ beatyfikowany 13 czerwca 1999 r.; por. Flavio Pelos – Jan Borowiec, Franciszek Drzewiecki. N. 22666: Œwiat³o w ciemnoœciach Dachau, Michalineum, Warszawa, 1999, s. 166. Tomasz Kaczmarek – Flavio Peloso, Luci nelle tenebre. I 108 martiri della Chiesa in Polonia: 1939-1945, Michalineum, Varsavia, 1999. Równie¿ ks. Robert Szulczewski zosta³ zg³adzony w Dachau. Trzech ch³opców z domu w Warszawie zosta³o zabitych podczas powstania. W tych okolicznoœciach zostali aresztowani i wywiezieni do Heilbron, ko³o Dachau, orioñscy klerycy Stefan Batory i Bronis³aw D¹browski (n. 68699), chory na jedn¹ nogê. Obydwaj póŸniej zostan¹ kap³anami, a drugi z nich, arcybiskupem i sekretarzem Konferencji Episkopatu Polski. We W³oc³awku, 28 kwietnia 1942 r., „brutalnie zosta³ zlikwidowane Ma³e Kottolengo. Dom zosta³ okr¹¿ony przez gestapo... chore zosta³y za³adowane na specjalne ciê¿arówki – jak siê póŸniej dowiedziano, otrute gazem – oraz zawiezione do pobliskiego lasku, z góry ju¿ upatrzonego. Te, które prze¿yly œmiercionoœny przejazd, zakoñczy³y ¿ycie od strza³ów z pistoletu i pochowane w jednej moglile.” By³o ich 70 pacjentów; por. G. Stachurska, Rodzina orioñska podczas okupacji nazistowskiej w Polsce, „Messaggi di Don Orione” 33 (2001) nr 104, s. 71-80.

47. Ks. Orione, z W³och, œledzi³ i komentowa³ wiadomoœci, jakie dociera³y z Polski: “W³ochy, dziêki Bogu, nie wyst¹pi³y przeciwko Polsce... A tymczasem sytuacja tego narodu pogarsza siê w tych dniach, kiedy to Polska zosta³a tak¿e najechana przez Rosjê. To najwiêksza pod³oœæ, zrani.dobiæ kogoœ, kto ju¿ umiera. Tak w³aœnie czyni teraz Rosja. To dzia³anie jeszcze bardziej pod³e, pod pewnymi wzglêdami, ni¿ to innych. Ale wszystkie s¹ nikczemne! Pod³e!” , w Parola, 18.09.1939, XI str. 130.

48. Ostanie “s³ówko na dobranoc” w Paterno tortoñskim, 8 marca 1940 r.; Parola, XII, 135.

 

Lascia un commento
Code Image - Please contact webmaster if you have problems seeing this image code  Refresh Ricarica immagine

Salva il commento